Pałac w Małej Wsi – ciekawe okolice Warszawy

1-cannon mała wieś i i nne 121 Włócząc się maju w okolicach Grójca, naszła mnie mimowolnie myśl, że trochę szkoda, że żaden z wybitnych malarzy nie uwiecznił tych pięknych pejzaży na swoich obrazach, że w ogóle,  grójeckie kojarzy nam się tylko z sadami i większość ludzi z Warszawy i okolic uważa, że jest to region nie godny większej uwagi.  A jednak grójeckie ma sporo atrakcji.  Szczególnie, rejon ten obfituje we wspaniałe szlacheckie pałace i letnie rezydencje bogatych mieszczan.

Niewątpliwie najstarszym, najpiękniejszym i najlepiej zachowanym pałacem w tym rejonie jest pałac w Małej Wsi. I o nim i o jego mieszkańcach będzie ten artykuł.

Pałac jest położony w gminie Belsk Duży, przy drodze między Belskiem a Białą Rawską.  Zaprojektowany został w stylu klasycystycznym przez wybitnego warszawskiego architekta Hilarego Szpilowskiego.  Wybudowany w latach 1783-1786.  W 1794 pewnych zmian w formie pałacu dokonał Franciszek Albert Lessel.  Nad głównym wejściem znajduje się tympanon z herbem Walickich – Łada.  Nie bardzo chcę się tutaj rozpisywać o szczegółach architektonicznych pałacu, ale koniecznie trzeba wspomnieć o pięknych polichromiach, jakie się tam znajdują.  Na piętrze, gdzie były pokoje reprezentacyjne znajdują się: Sala Pompejańska z malowidłami nawiązującymi do „Przemian Owidiusza” oraz Sala Warszawska z widokiem Warszawy wzorowanym na obrazie Canaletta i z widokiem na Neapol.  I tutaj niestety muszę się przyznać, że doszukałam się sprzecznych informacji, co do autorstwa tych polichromii.  Jedni przypisują je Janowi Bogumiłowi Plersch’owi, inni Szymonowi Mańkowskiemu, a jeszcze inni Antoniemu Tombari.  Więc chyba trzeba napisać ze autor nieznany. Bardzo ciekawa jest też główna sień, gdzie ponoć jeszcze teraz znajduje się podłoga pamiętająca czasy Walickich.  Jeszcze kilka słów muszę dodać o parku, w którym Klementyna Walicka założyła na francuską modę grabowe szpalery. One właśnie, pielęgnowane przez mieszkańców majątku w ciągu 150 lat sprawiły, że park francuski był jednym z najpiękniejszych w Europie Środkowej.

Ale wiemy, że pałac nie znaczy nic, bez jego mieszkańców i dlatego teraz skupię swoją uwagę na właścicielach Małej Wsi.

Pałac w Małej Wsi był wybudowany dla wojewody rawskiego Bazylego Walickiego. Przyjaciela i doradcy Króla Stanisława Poniatowskiego. Trzeba wspomnieć, że Walicki był właścicielem jurydyki w Warszawie. Śladem po niej jest ulica Waliców. I miał również pałac przy ul. Bielańskiej w Warszawie.   Małą Wieś odziedziczył po Bazylim jego syn- Józef, który był żonaty z Klementyną z Kozietulskich, siostrą słynnego ze szarży w wąwozie Samosiery, pułkownika Szwoleżerów, Jana Leona Hipolita Kozietulskiego.  1-cannon mała wieś i i nne 105

Klementyna (ur. 1783 zmarła w 1862) była uznaną pięknością ówczesnej Warszawy i kobietą o światowych manierach. W naszych czasach więcej  znana jest  postać jej brata.  W czasach jej współczesnych mówiono o Kozietulskim, jako o bracie Walickiej. To ona wprowadziła go na salony towarzyskie Warszawy. Myślę, że doskonale znała Panią Marię Walewską i Anetkę Potocką.  Zaryzykuję również stwierdzenie, że Klementyna była na pierwszym balu Napoleona w Warszawie.  Klementyna lubiła poezję, sama zresztą też pisała wiersze, prowadziła otwarty salon intelektualno-polityczny w pałacu Walickich na ul. Bielańskiej. Miała wiernych wielbicieli i adoratorów.  Jednym z nich był generał Zajączek.  Niestety życie jej nie rozpieszczało. Z czworga swoich dzieci, troje przeżyła, przeżyła dwóch mężów i ukochanego brata.  Do tego najpierw pomagała mężowi a potem sama gospodarowała Małą Wsią, co w tamtych czasach było wielkim wyzwaniem dla kobiety. A ona jeszcze pomagała prowadzić gospodarstwo matki. Z listów Klementyny do jej brata widać, że i problemy finansowe jej nie omijały. Pomimo tego stara się jak może wspierać swoich najbliższych. Gdy Kozietulski potrzebował służącego, który by umiał dobrze gotować albo nowego konia na wojnę, zwracał się z tym właśnie do siostry. Do niej napisał list z prośbą o pomoc, gdy został posądzony o defraudacje pieniędzy pułku. Ona też pielęgnowała go w ciężkiej chorobie.  W latach dwudziestych XIX w., po śmierci brata i męża, Klementyna rzuciła się w wir pracy. W 1822 wystawiła, co było bardzo oryginalne w ówczesnych czasach i niespotykane na prowincji, na cmentarzu w Belsku, kolumbarium. I mimo ciężkich czasów żałoby znajdowała czas na swoją ukochaną poezję. W końcu wyszła jeszcze raz za mąż za Piotra Wichlińskiego.  Od tego czasu zaczęła więcej czasu spędzać w Warszawie, pozostawiając Małą Wieś w rękach swojej córki Józefy.

Zobacz hotele w starych pałacach i zamkach w Polsce

Józefa w prawdzie niedorównywana matce urodą, ale odziedziczyła po niej charyzmę i miłość do Małej Wsi. W roku 1831 Józefa wyszła za mąż za Stanisława Rzewuskiego, syna Wacława Rzewuskiego, Emira Paszy, który był podróżnikiem i wielkim miłośnikiem Orientu, takiego naszego Polskiego  „Laurence z Arabii”. Niestety Józefa żoną jest tylko przez 2 miesiące, bo w lipcu 1831r jej mąż umiera na cholerę. W 1834 we Florencji Józefa po raz drugi wychodzi za mąż. Wybrańcem jest Zdzisław Zamoyski, syn ordynata Stanisława i Zofii z Czartoryskich Zamoyskiej, właścicieli min. Pałacu Błękitnego i Pałacu w Kozłówce. Z tego związku urodziły się trzy córki: Maria, Zofia i trzecia, o której nic nie wiadomo.  Maria wyszła za mąż za Jana Tadeusza księcia Lubomirskiego herbu Szreniawa (1826-1908) Zofia za Jana Tarnowskiego z Dzikowa. Mała Wieś przypadła Marii. Ślub Marii i Jana Tadeusza odbył się w 1863.  Niestety młodzi w swoją „podróż poślubną” musieli udać się oddzielnie, na Syberię. Jan Tadeusz został zesłany do Niżnego Nowogrodu, za swoją działalność w Powstaniu Styczniowym. Ciężarna żona podążyła za nim, tracąc po drodze swoje jeszcze nienarodzone dziecko. W 1865 przychodzi na świat syn Zdzisław. Wkrótce po tym wrócili do Małej Wsi.

Zarówno ojciec Jan Tadeusz Lubomirski i syn Zdzisław Lubomirski są to postacie wielkiego kalibru. Jan Tadeusz był człowiekiem o bardzo wielu zainteresowaniach. Zajmował się badaniem historii Polski, ekonomią, pisał i wydawał książki, prowadził na bardzo szeroką skalę działalność charytatywną. Był jednym z założycieli Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego i Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności. Dzięki jego inicjatywie powstało wiele nowych szkół, bibliotek.  Można byłoby długo wymieniać.  Zdzisław również jak ojciec była wielkim społecznikiem, politykiem, członkiem Rady Regencyjnej pierwszego zalążka niepodległej władzy w Polsce i to właśnie on przekazał tą władzę w roku 1918 Marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu. Po Przewrocie Majowym, odsunął się z polityki. Zrezygnował z propozycji zostania Prezydentem Polski. W latach późniejszych został senatorem. Umarł w Małej Wsi w 1943 w następstwie tortur, jakim był poddawany przez Gestapo.

Chociaż obaj panowie mieli ogromne zasługi dla Kraju, trzeba przyznać, że Małą Wieś, zostawili głównie na głowach swoich żon. I tak, najpierw majątkiem zajmowała się żona Jana Tadeusza- Maria, a później jej synowa Maria z Branickich.  Panowie, a chyba szczególnie Zdzisław Lubomirski, przedkładali nad spokojną prowincję życie w stolicy, gdzie poza wielką polityką były też i inne rozrywki. Lubomirscy w prezencie ślubnym dostali od Branickich „Biały Pałacyk” w Warszawie, przy ul. Frascati, gdzie obecnie znajduje się Muzeum Ziemi i tam głównie mieszkali.

Maria Branicka, jak to wszyscy podkreślają była wielką damą. Kobietą wzbudzającą szacunek, a przy tym skromną i uprzejmą, dla wszystkich, również dla ludzi z niższych klas społecznych. Utrzymywała szerokie kontakty towarzyskie, nie tylko w Polsce, ale również i zagranicą. Dobrze znała we Francji Bourbonów, książąt de Ligne w Belgii i Odescalchi we Włoszech, przyjaźniła się z fińskim marszałkiem i prezydentem Gustawem Mannerheim.  Ale gdzieś wyczytałam, że nie bardzo lubiła Piłsudskiego.

Maria i Zdzisław mieli trójkę dzieci, ale nas najbardziej interesuje Julia, która wyszła za mąż za Wielkopolanina Tadeusza Morawskiego z rodziny Dzierżykrajów. Trzeba przyznać, że sytuacja majątku nie była wtedy najlepsza, ale młodzi gospodarze wzięli się intensywnie do pracy. Aby ratować Małą Wieś sprzedano cenne klejnoty a inne wartościowe rzeczy szły pod zastaw kredytów. Dzięki tym wszystkim zabiegom udało się utrzymać majątek przy ich prawowitych właścicielach.  Tutaj też trzeba dodać, że to właśnie dzięki Tadeuszowi Morawskiemu w grójeckim rozwinęło się sadownictwo.

Później przyszła wojna, przez pałac w Małej Wsi przewinęło się wiele różnych ludzi szczególnie po powstaniu Warszawskim. W pałacu ukrywano też osoby pochodzenia żydowskiego.

W 1945 po wprowadzeniu reformy rolnej, majątek został zabrany prawowitym właścicielom.  Państwo Morawscy z dziećmi wyprowadzili się najpierw do dwupokojowego mieszkania w Grójcu a potem do Warszawy.  W tym miejscu trzeba dodać, że na polecenie władzy, wysiedleni właściciele majątków, nie mogli mieszkać bliżej jak 30 km od ich posiadłości. Z opowieści Kazimierza Dzierżykraja Morawskiego dowiadujemy się, że rodzice jego dość szybko przestawili się na nowe warunki życia. Tak przynajmniej wyglądało. Nie użalali się nad swoim losem. Później Pani Julia miała przyznać się do tego, że raz na tydzień bądź na dwa jeździła autobusem do Belska i stamtąd pieszo szła do ukochanej Małej Wsi, żeby, choć przez siatkę popatrzyć, co dzieje się w parku lub wokół domu, który im zabrano. W tym czasie pałac należał do Urzędu Rady Ministrów. Ponoć władza dbała o ten pałac a szczególnie lubiła go Nina Andrycz, żona Cyrankiewicza, która spędzała tam dość dużo czasu.

Dużo później, bo w latach 1996-1998 w Małej Wsi była zlokalizowana Akademia Mozartowska.

W 2008 Mała Wieś po 63 latach wróciła do prawowitych właścicieli.

I tak w bardzo wielkim skrócie przedstawiłam losy tej perły Grójeckiej Ziemi.  Pałac nie jest udostępniony dla zwiedzających, więc tym bardziej chciałabym bardzo podziękować Pani Annie Morawskiej, że zgodziła się żebym go mogła obejrzeć.  Pani Anna  podpowiedziała mi też bibliografię do tego artykułu.  Korzystałam m.in. z książek Andrzeja Rola-Stężyckiego: „Grójeckie opłotki” i „Opowieści Grójeckie”. Ale główną pozycją była książka Zdzisława Morawskiego „Gdzie ten dom, gdzie ten świat”, którą szczerze polecam każdemu, kto interesuje się nie tylko pałacem w Małej Wsi, ale też życiem codziennym polskiego ziemiaństwa.  I na koniec jeszcze jedno podziękowanie – Panu Dariuszowi Szlempo, który oprowadził mnie po pałacu i parku.

Zobacz hotele w starych pałacach i zamkach w Polsce

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *