Bezcenne, czyli nowa wystawa w Muzeum Narodowym w Warszawie

dsc_5965

17 Listopada 2016  W Muzeum  Narodowym w Warszawie została otwarta nowa wystawa pod tytułem „Bezcenne. Nabytki Muzeum Narodowego w Warszawie”.  Na wystawie są prezentowane prace wybitnych artystów,  w których posiadanie weszło muzeum w latach 2014-2016. Warto wspomnieć, że kilka z nich, to dzieła utracone przez Polskę podczas ostatniej wojny a w ostatnim czasie odzyskane.  Ponad to, można zobaczyć obrazy, rzeźby, zdjęcia, numizmaty które zostały kupione przez muzeum, bądź ofiarowane przez jego darczyńców.

Wystawie towarzyszy szereg imprez towarzyszących, spotkań czy wykładów. Pełen program możecie znaleźć na stronie Muzeum.

http://www.mnw.art.pl/edukacja/programy-do-wystaw-czasowych/bezcenne-nabytki-muzeum-narodowego-w-warszawie-16-listopada-201/

Moim zdaniem takie wykłady, prelekcje bardzo dużo przynoszą korzyści  przeciętnemu widzowi ( za takiego i ja się uważam).  Muszę przyznać, że wiele z tych wystawionych prac, nie przyciągnęło by mojej uwagi, gdyby były częścią ekspozycji stałej Muzeum. Ponad to,  spotkanie z kuratorem wystawy wniosło bardzo wiele do mojej, bardzo ogólnej, wiedzy związanej ze sztuką.  I tak poznałam kilka nowych nazwisk polskich artystów, pracujących głównie we Francji ale też w innych krajach, Np.  Alina Halicka, Nadia Chodasiewicz-Leger, Władysław Jahl,  Mela Muter czy Anna Berent.

 

No cóż,  być może to nie są najsłynniejsze dzieła ale i tak warto wystawę obejrzeć i poszerzyć wiadomości o sztuce XIX i XX w.  i o zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie.

Opublikowano Warszawa kulturalna | Skomentuj

Pałac Sobańskich w Guzowie koło Warszawy

dsc_7626Nie wiem jaki jest teraz zwyczaj, ale pamiętam że w moich czasach, obowiązkowo Studniówkowy Bal zaczynało się  Polonezem. Zazwyczaj tańczyło się do Poloneza A-moll Pożegnanie Ojczyzny, Michała Kleofasa Ogińskiego. Chyba najsławniejszego utworu tego, mało znanego polskiego kompozytora.

Wspominam o nim, ponieważ ostatnio odwiedziłam Guzów, wieś w której się urodził. I założeniu pałacowo-ogrodowemu, który się tam znajduje, chcę poświęcić ten artykuł.

Założenie w Guzowie – jak gdzieś przeczytałam – jest podręcznikowym przykładem kostiumu francuskiego w architekturze polskiej.  Innymi słowy,  polska wersja, francuskiego „zamku nad Loarą”.  Muszę przyznać, że ten pałac jest w czołówce mojego osobistego rankingu pałaców na Mazowszu, bo w całej Polsce to jeszcze bardzo niewiele widziałam ;-)

Jakbyście teraz, się wybierali do Guzowa, chcąc zobaczyć to cudo, to uprzedzam, pałac przechodzi generalny remont (dzięki Bogu i Sobańskim) i musimy trochę poczekać żeby go zobaczyć w pełnej krasie.dsc_7619

Nie mniej chyba warto trochę o nim napisać. Pierwsze wzmianki o dobrach guzowskich pochodzą z XVI w.  Wybaczcie, że nie będę wspominać pierwszych właścicieli tego majątku. Posiadłość przechodziła z rąk do rąk. W latach  1724 -1762 starostwo guzowskie pozostawało w rodzinie Potockich.  Po śmierci Jana Potockiego, majątek był w rękach wdowy  Pauli Potockiej z Szembeków.  Paula Potocka wyszła potem za mąż za Łubieńskiego. Z tego związków urodził się Feliks Łubieński.  W 1765,  Guzowem zarządzał trzeci mąż Pauli, Andrzej Ogiński,  ojciec M.K. Ogińskiego. Po śmierci Andrzeja Ogińskiego, majątek pozostawał w rękach wdowy, a następnie został zajęty przez Prusaków. Po latach zabiegów w końcu udało się Feliksowi Łubieńskiemu odzyskać rodzinny majątek. W 1807 roku Feliks przekazał majątek swoim synom: Piotrowi, Franciszkowi i Janowi. Jednakże oni nie wykazywali zbytniego zainteresowania dobrami rodzinnymi i majątek powoli podupadał. Dopiero Henryk wykupił dobra Guzowskie od swoich braci i zajął się odbudową gospodarstwa. Trzeba przyznać że był niezwykle zaradnym gospodarzem. Przy majątku założona została cukrownia, która z czasem stanowiła główne źródło dochodu dla Guzowa.

Warto wspomnieć, że rodzina Łubieńskich aktywnie uczestniczyła w życiu gospodarczym Warszawy i regionu. Między innymi założyli w 1828 r w Rudzie Guzowskiej (dzisiaj Żyrardów)pierwszą na ziemiach polskich fabrykę wyrobów lnianych.

W 1842 Henryk Łubieński zostaje skazany na zesłanie a majątek zostaje przejęty na poczet wierzytelności bankowych. W 1856 majątek kupuje  Feliks Sobański, wnuk Feliksa Łubieńskiego za kwotę  600.606 rubli.

Tutaj  mam  małą zagwozdkę. W jednym ze źródeł znalazłam informację, że Feliks dostał te dobra jako wiano żony.  Oczywiście nie prowadziłam dokładnych badań historycznych, ale  przypuszczam, że dobra należały do rodziny żony ale pewnie, żeby móc je mieć w całkowitym posiadaniu trzeba było zapłacić ciążące na majątku długi. Warto chyba wspomnieć, że jak wynika z genealogii  małżonkowie  Feliks i Emilia byli ze sobą dość blisko spokrewnieni. Więc wszystko zostało w rodzinie.

Dobra  Guzowskie pozostają w rękach rodziny Sobańskich do 1945  i ponownie od 1996  do dzisiaj.

W 1878 roku Feliks Sobański uzyskał pozwolenie na utworzenie ordynacji z dóbr Guzowskich, a zaraz potem za działalność społeczną i charytatywną dziedziczny tytuł szlachecki.

W 1880 r hr. Sobański wraz z architektem Władysławem Hirszlem rozpoczął przebudowę i rozbudowę siedziby Sobańskich w Guzowie. Prawdopodobnie hrabia będąc w Paryżu poprosił francuskiego architekta Mayera o koncepcję przebudowy pałacu. I na podstawie jego planów zmodernizowanych  nieco przez Hirszla,  powstała ta wspaniała budowla. Nie będę zanudzać dokładnymi szczegółami jak ten pałac wyglądał, ale kilka rzeczy myślę warto wspomnieć. Pałac miał duże łazienki, jedna się zachowała. Była wyposażona w dużą mosiężną wannę, umywalkę na postumencie, dwa mosiężne krany do zimnej i ciepłej wody, WC.

Pod koniec XIX w. pałac został w pełni zelektryfikowany a Na początku XX wieku w pałacu zainstalowano centralne ogrzewanie.

W tym samy czasie co rozbudowywano pałac, powstawała kaplica. Był to oddzielny budynek ale połączony łącznikiem z pałacem. Niektóre elementy wyposażenia kaplicy, jak witraże, ołtarze, rzeźby, zostały sprowadzone z Francji.dsc_7615

Podczas okupacji, pod koniec września 1939 r, w tym pałacu, w dużym salonie Hitler podpisał rozkaz o ostatecznym zdobyciu Warszawy. Aby uczcić ten fakt,  wydano bankiet, podczas którego przedstawiciele armii niemieckiej tak zdewastowali to miejsce, że aż Hitler zostawił list do właścicieli,  w którym mówi że się wstydzi że armia tak zniszczyła pałac.

Po reformie rolnej z 1944, dobra Guzowskie zostały odebrane właścicielom i znacjonalizowane. I tak jak większość pałaców czy dworów szlacheckich, najpierw pałac był zniszczony przez armię niemiecką później rosyjską  a na końcu, przykro to mówić, przez szabrowników i okoliczną ludność.

W 1996 pałac został odkupiony przez prawowitych właścicieli i  w tej chwili trwa remont, który ma przywrócić obiektowi jego dawny blask.

Zachęcam do wejścia na oficjalną stronę pałacu w Guzowie, żeby zobaczyć jak w przyszłości będzie wyglądał.

http://palacwguzowie.pl/

 

Opublikowano Zamki i pałace | Skomentuj

Park Morskie Oko i inne ciekawostki Mokotowa – spacer

Pałac SzustraPonieważ prognozy pogody zapowiadają że najbliższy weekend będzie piękny i słoneczny, mam dla wszystkich ciekawą propozycję.

Biuro Podróży Guide Service zaprasza na  spacer z przewodnikiem w okolicach Parku „Morskie Oko”. Plan jest, żeby przejść się od ulicy Puławskiej, od Pomnika Jana Matejki do Alei Ujazdowskich i zakończyć przy Parku Łazienkowskim.

Nie jest to może najbardziej popularna trasa turystyczna, ale na pewno bardzo ciekawa.  Choćby ze względu na walki tam toczone podczas Powstania Warszawskiego, czy też ze względu na legendy dotyczące małych stawów, znajdujących się  w tym miejscu, ot których zresztą nazwa parku pochodzi.

Ja osobiście lubię ten park jeszcze z innego powodu. A mianowicie powstał on na  założeniach sentymentalnego ogrodu Izabeli Lubomirskiej (do której mam wielką słabość), która miała w tym rejonie swoje  „Mon Coteau” – moje wzgórze.  Od którego pochodzi nazwa dzielnicy Mokotów.

Spacer odbędzie się 19 września o godz. 11:00 i potrwa od 1,5 do 2 godzin. Wycieczkę poprowadzi  – przewodnik warszawski Pan Wojciech Bilski.  Więcej informacji można znaleźć na stronie http://www.guideservice.com.pl/

Zbiórka przy Pomniku Jana Matejki.

 

Opublikowano Wycieczki po Warszawie | Skomentuj

Spacerkiem po ….Moskwie

Moskwa 2015 010Wiem, że moja strona jest poświęcona Warszawie i ostatnio bardzo ten temat zaniedbałam. Jednak pozwolę sobie zrobić małe odstępstwo i chciałabym zabrać moich czytelników na mały spacer po Moskwie i jej okolicach.

Spędziłam tam prawie miesiąc czasu, chociaż to bardzo, bardzo niewiele jak na Moskwę.   Zdarzało się że dziennie, robiłam 10-15 km.  A w tym olbrzymim mieście jest mnóstwo rzeczy  do zobaczenia. I tak: jest bardzo dużo takich małych perełek architektonicznych,  pochowanych jakby w muszlach socrealizmu.  Idzie się ulicą, niby niezbyt ciekawą, z kamienicami bez wyrazu a tu raptem bum!  piękny dom w stylu art-deco, albo jakiś mały eklektyczny pałacyk. Często te budynki były bohaterami w powieściach rosyjskich pisarzy, np. w Mistrzu i Małgorzacie Bułgakowa. W Moskwie  można też natrafić na duże, piękne domy pobudowane w narodowym stylu rosyjskim. Nie mylić z socrealizmem, chociaż i w tym stylu są budynki, które mi się podobają. Ja np. lubię centrum wystawiennicze WDNH.

Ciekawym tematem spacerów mogą być też Moskiewskie Cerkwie.  Trzeba pamiętać, że większość starych cerkiew została zniszczona po rewolucji i w czasach stalinowskich. I tak naprawdę niewiele zostało z tych starych „omodlonych” świątyń.

Ale przecież nie były tylko spacery.  W Moskwie można pójść na ciekawe sztuki teatralne,  poszwendać  się po muzeach i galeriach. Dla mnie hitem  była Galeria Trietiakowska i malarstwo rosyjskie, które chyba bardziej do mnie przemawia niż holenderskie.

Wiem, że to 15 milionowe miasto nie jest tak popularne jak Rzym, Barcelona, Paryż czy inne, ale proszę mi wierzyć ma swoją atmosferę i tryska kolorami.

Serdecznie zapraszam do obejrzenia albumu z moimi zdjęciami. Zachęcam też do czytania opisów.

https://picasaweb.google.com/103716171859216390226/Moskwa2015Top100?authuser=0&feat=directlink

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , | Skomentuj

Pałac w Małej Wsi – ciekawe okolice Warszawy

1-cannon  mała  wieś  i i nne 121 Włócząc się maju w okolicach Grójca, naszła mnie mimowolnie myśl, że trochę szkoda, że żaden z wybitnych malarzy nie uwiecznił tych pięknych pejzaży na swoich obrazach, że w ogóle,  grójeckie kojarzy nam się tylko z sadami i większość ludzi z Warszawy i okolic uważa, że jest to region nie godny większej uwagi.  A jednak grójeckie ma sporo atrakcji.  Szczególnie, rejon ten obfituje we wspaniałe szlacheckie pałace i letnie rezydencje bogatych mieszczan.

Niewątpliwie najstarszym, najpiękniejszym i najlepiej zachowanym pałacem w tym rejonie jest pałac w Małej Wsi. I o nim i o jego mieszkańcach będzie ten artykuł.

Pałac jest położony w gminie Belsk Duży, przy drodze między Belskiem a Białą Rawską.  Zaprojektowany został w stylu klasycystycznym przez wybitnego warszawskiego architekta Hilarego Szpilowskiego.  Wybudowany w latach 1783-1786.  W 1794 pewnych zmian w formie pałacu dokonał Franciszek Albert Lessel.  Nad głównym wejściem znajduje się tympanon z herbem Walickich – Łada.  Nie bardzo chcę się tutaj rozpisywać o szczegółach architektonicznych pałacu, ale koniecznie trzeba wspomnieć o pięknych polichromiach, jakie się tam znajdują.  Na piętrze, gdzie były pokoje reprezentacyjne znajdują się: Sala Pompejańska z malowidłami nawiązującymi do „Przemian Owidiusza” oraz Sala Warszawska z widokiem Warszawy wzorowanym na obrazie Canaletta i z widokiem na Neapol.  I tutaj niestety muszę się przyznać, że doszukałam się sprzecznych informacji, co do autorstwa tych polichromii.  Jedni przypisują je Janowi Bogumiłowi Plersch’owi, inni Szymonowi Mańkowskiemu, a jeszcze inni Antoniemu Tombari.  Więc chyba trzeba napisać ze autor nieznany. Bardzo ciekawa jest też główna sień, gdzie ponoć jeszcze teraz znajduje się podłoga pamiętająca czasy Walickich.  Jeszcze kilka słów muszę dodać o parku, w którym Klementyna Walicka założyła na francuską modę grabowe szpalery. One właśnie, pielęgnowane przez mieszkańców majątku w ciągu 150 lat sprawiły, że park francuski był jednym z najpiękniejszych w Europie Środkowej.

Ale wiemy, że pałac nie znaczy nic, bez jego mieszkańców i dlatego teraz skupię swoją uwagę na właścicielach Małej Wsi.

Pałac w Małej Wsi był wybudowany dla wojewody rawskiego Bazylego Walickiego. Przyjaciela i doradcy Króla Stanisława Poniatowskiego. Trzeba wspomnieć, że Walicki był właścicielem jurydyki w Warszawie. Śladem po niej jest ulica Waliców. I miał również pałac przy ul. Bielańskiej w Warszawie.   Małą Wieś odziedziczył po Bazylim jego syn- Józef, który był żonaty z Klementyną z Kozietulskich, siostrą słynnego ze szarży w wąwozie Samosiery, pułkownika Szwoleżerów, Jana Leona Hipolita Kozietulskiego.  1-cannon  mała  wieś  i i nne 105

Klementyna (ur. 1783 zmarła w 1862) była uznaną pięknością ówczesnej Warszawy i kobietą o światowych manierach. W naszych czasach więcej  znana jest  postać jej brata.  W czasach jej współczesnych mówiono o Kozietulskim, jako o bracie Walickiej. To ona wprowadziła go na salony towarzyskie Warszawy. Myślę, że doskonale znała Panią Marię Walewską i Anetkę Potocką.  Zaryzykuję również stwierdzenie, że Klementyna była na pierwszym balu Napoleona w Warszawie.  Klementyna lubiła poezję, sama zresztą też pisała wiersze, prowadziła otwarty salon intelektualno-polityczny w pałacu Walickich na ul. Bielańskiej. Miała wiernych wielbicieli i adoratorów.  Jednym z nich był generał Zajączek.  Niestety życie jej nie rozpieszczało. Z czworga swoich dzieci, troje przeżyła, przeżyła dwóch mężów i ukochanego brata.  Do tego najpierw pomagała mężowi a potem sama gospodarowała Małą Wsią, co w tamtych czasach było wielkim wyzwaniem dla kobiety. A ona jeszcze pomagała prowadzić gospodarstwo matki. Z listów Klementyny do jej brata widać, że i problemy finansowe jej nie omijały. Pomimo tego stara się jak może wspierać swoich najbliższych. Gdy Kozietulski potrzebował służącego, który by umiał dobrze gotować albo nowego konia na wojnę, zwracał się z tym właśnie do siostry. Do niej napisał list z prośbą o pomoc, gdy został posądzony o defraudacje pieniędzy pułku. Ona też pielęgnowała go w ciężkiej chorobie.  W latach dwudziestych XIX w., po śmierci brata i męża, Klementyna rzuciła się w wir pracy. W 1822 wystawiła, co było bardzo oryginalne w ówczesnych czasach i niespotykane na prowincji, na cmentarzu w Belsku, kolumbarium. I mimo ciężkich czasów żałoby znajdowała czas na swoją ukochaną poezję. W końcu wyszła jeszcze raz za mąż za Piotra Wichlińskiego.  Od tego czasu zaczęła więcej czasu spędzać w Warszawie, pozostawiając Małą Wieś w rękach swojej córki Józefy.

Zobacz hotele w starych pałacach i zamkach w Polsce

Józefa w prawdzie niedorównywana matce urodą, ale odziedziczyła po niej charyzmę i miłość do Małej Wsi. W roku 1831 Józefa wyszła za mąż za Stanisława Rzewuskiego, syna Wacława Rzewuskiego, Emira Paszy, który był podróżnikiem i wielkim miłośnikiem Orientu, takiego naszego Polskiego  „Laurence z Arabii”. Niestety Józefa żoną jest tylko przez 2 miesiące, bo w lipcu 1831r jej mąż umiera na cholerę. W 1834 we Florencji Józefa po raz drugi wychodzi za mąż. Wybrańcem jest Zdzisław Zamoyski, syn ordynata Stanisława i Zofii z Czartoryskich Zamoyskiej, właścicieli min. Pałacu Błękitnego i Pałacu w Kozłówce. Z tego związku urodziły się trzy córki: Maria, Zofia i trzecia, o której nic nie wiadomo.  Maria wyszła za mąż za Jana Tadeusza księcia Lubomirskiego herbu Szreniawa (1826-1908) Zofia za Jana Tarnowskiego z Dzikowa. Mała Wieś przypadła Marii. Ślub Marii i Jana Tadeusza odbył się w 1863.  Niestety młodzi w swoją „podróż poślubną” musieli udać się oddzielnie, na Syberię. Jan Tadeusz został zesłany do Niżnego Nowogrodu, za swoją działalność w Powstaniu Styczniowym. Ciężarna żona podążyła za nim, tracąc po drodze swoje jeszcze nienarodzone dziecko. W 1865 przychodzi na świat syn Zdzisław. Wkrótce po tym wrócili do Małej Wsi.

Zarówno ojciec Jan Tadeusz Lubomirski i syn Zdzisław Lubomirski są to postacie wielkiego kalibru. Jan Tadeusz był człowiekiem o bardzo wielu zainteresowaniach. Zajmował się badaniem historii Polski, ekonomią, pisał i wydawał książki, prowadził na bardzo szeroką skalę działalność charytatywną. Był jednym z założycieli Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego i Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności. Dzięki jego inicjatywie powstało wiele nowych szkół, bibliotek.  Można byłoby długo wymieniać.  Zdzisław również jak ojciec była wielkim społecznikiem, politykiem, członkiem Rady Regencyjnej pierwszego zalążka niepodległej władzy w Polsce i to właśnie on przekazał tą władzę w roku 1918 Marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu. Po Przewrocie Majowym, odsunął się z polityki. Zrezygnował z propozycji zostania Prezydentem Polski. W latach późniejszych został senatorem. Umarł w Małej Wsi w 1943 w następstwie tortur, jakim był poddawany przez Gestapo.

Chociaż obaj panowie mieli ogromne zasługi dla Kraju, trzeba przyznać, że Małą Wieś, zostawili głównie na głowach swoich żon. I tak, najpierw majątkiem zajmowała się żona Jana Tadeusza- Maria, a później jej synowa Maria z Branickich.  Panowie, a chyba szczególnie Zdzisław Lubomirski, przedkładali nad spokojną prowincję życie w stolicy, gdzie poza wielką polityką były też i inne rozrywki. Lubomirscy w prezencie ślubnym dostali od Branickich „Biały Pałacyk” w Warszawie, przy ul. Frascati, gdzie obecnie znajduje się Muzeum Ziemi i tam głównie mieszkali.

Maria Branicka, jak to wszyscy podkreślają była wielką damą. Kobietą wzbudzającą szacunek, a przy tym skromną i uprzejmą, dla wszystkich, również dla ludzi z niższych klas społecznych. Utrzymywała szerokie kontakty towarzyskie, nie tylko w Polsce, ale również i zagranicą. Dobrze znała we Francji Bourbonów, książąt de Ligne w Belgii i Odescalchi we Włoszech, przyjaźniła się z fińskim marszałkiem i prezydentem Gustawem Mannerheim.  Ale gdzieś wyczytałam, że nie bardzo lubiła Piłsudskiego.

Maria i Zdzisław mieli trójkę dzieci, ale nas najbardziej interesuje Julia, która wyszła za mąż za Wielkopolanina Tadeusza Morawskiego z rodziny Dzierżykrajów. Trzeba przyznać, że sytuacja majątku nie była wtedy najlepsza, ale młodzi gospodarze wzięli się intensywnie do pracy. Aby ratować Małą Wieś sprzedano cenne klejnoty a inne wartościowe rzeczy szły pod zastaw kredytów. Dzięki tym wszystkim zabiegom udało się utrzymać majątek przy ich prawowitych właścicielach.  Tutaj też trzeba dodać, że to właśnie dzięki Tadeuszowi Morawskiemu w grójeckim rozwinęło się sadownictwo.

Później przyszła wojna, przez pałac w Małej Wsi przewinęło się wiele różnych ludzi szczególnie po powstaniu Warszawskim. W pałacu ukrywano też osoby pochodzenia żydowskiego.

W 1945 po wprowadzeniu reformy rolnej, majątek został zabrany prawowitym właścicielom.  Państwo Morawscy z dziećmi wyprowadzili się najpierw do dwupokojowego mieszkania w Grójcu a potem do Warszawy.  W tym miejscu trzeba dodać, że na polecenie władzy, wysiedleni właściciele majątków, nie mogli mieszkać bliżej jak 30 km od ich posiadłości. Z opowieści Kazimierza Dzierżykraja Morawskiego dowiadujemy się, że rodzice jego dość szybko przestawili się na nowe warunki życia. Tak przynajmniej wyglądało. Nie użalali się nad swoim losem. Później Pani Julia miała przyznać się do tego, że raz na tydzień bądź na dwa jeździła autobusem do Belska i stamtąd pieszo szła do ukochanej Małej Wsi, żeby, choć przez siatkę popatrzyć, co dzieje się w parku lub wokół domu, który im zabrano. W tym czasie pałac należał do Urzędu Rady Ministrów. Ponoć władza dbała o ten pałac a szczególnie lubiła go Nina Andrycz, żona Cyrankiewicza, która spędzała tam dość dużo czasu.

Dużo później, bo w latach 1996-1998 w Małej Wsi była zlokalizowana Akademia Mozartowska.

W 2008 Mała Wieś po 63 latach wróciła do prawowitych właścicieli.

I tak w bardzo wielkim skrócie przedstawiłam losy tej perły Grójeckiej Ziemi.  Pałac nie jest udostępniony dla zwiedzających, więc tym bardziej chciałabym bardzo podziękować Pani Annie Morawskiej, że zgodziła się żebym go mogła obejrzeć.  Pani Anna  podpowiedziała mi też bibliografię do tego artykułu.  Korzystałam m.in. z książek Andrzeja Rola-Stężyckiego: „Grójeckie opłotki” i „Opowieści Grójeckie”. Ale główną pozycją była książka Zdzisława Morawskiego „Gdzie ten dom, gdzie ten świat”, którą szczerze polecam każdemu, kto interesuje się nie tylko pałacem w Małej Wsi, ale też życiem codziennym polskiego ziemiaństwa.  I na koniec jeszcze jedno podziękowanie – Panu Dariuszowi Szlempo, który oprowadził mnie po pałacu i parku.

Zobacz hotele w starych pałacach i zamkach w Polsce
 

Opublikowano Zamki i pałace | Skomentuj

Konkurs Chopinowski 2015 – Warszawa światową stolicą muzyki

Konkurs Chopinowski 2015 – Warszawa światową stolicą muzyki

Od 01 października Warszawa stała się, jak co 5 lat,  światową stolicą Muzyki Chopina, chociaż  według mnie  jest nią zawsze.  Trwa właśnie 17 edycja Konkursu fortepianowego im. Fryderyka Chopina.Konkurs Chopin  Dlatego wydaje mi się że  jest to dobra okazja , żeby przypomnieć  sobie trochę z historii tego, światowej rangi , Turnieju Muzycznego.

Konkurs Chopin 1 edycjaInicjatorem konkursu  był pianista i pedagog Jerzy Żurawlew.  Konkurs miał na celu przede wszystkim promocję muzyki Chopina w Polsce i na Świecie,  ale też  określenie stylu w jakim powinno się wykonywać jego utwory. Między innymi chodziło o to, żeby  nie stosować „upiększeń” w interpretacjach utworów naszego mistrza.  Pierwszy konkurs miał się rozpocząć  15 października 1926 roku w dniu odsłonięcia  pomnika Fryderyka Chopina w Łazienkach. Trudno jednak było znaleźć sponsorów .  Dopiero patronat nowo wybranego prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej – Ignacego Mościckiego pomógł w znalezieniu środków na organizację tego turnieju.

1 edycja konkursu  trwała od 23 do 30 stycznia 1927r i przesłuchania odbywały się w Gmachu Filharmonii Warszawskiej.  Udział wzięło  26 uczestników z 8 krajów. Jury , 14 osobowe składało się Polaków i z jednego Niemca.  Co ciekawe,  przyjezdni uczestnicy konkursu nie mieli przygotowanego miejsca do ćwiczeń i  w związku z tym musieli korzystać z uprzejmości  prywatnych osób, które miały fortepiany w domu i zgodzili się je udostępniać do ćwiczeń.

Laureatem I edycji konkursu był  Rosjanin Lew Oborin. L Oborin Co ciekawe, Bolszewicka Rosja , za zgodą Lenina,  akceptowała muzykę Chopina, dlatego też  Rosjanie mogli brać udział w tym konkursie. Warto wspomnieć , że w pierwszej edycji  turnieju występował 20-letni Dymitr Szostakowicz, chociaż nie odniósł większego sukcesu.

Lew Oborin, występował w konkursie jako 20 latek.  Do wzięcia w nim udziału w zachęcił go jego profesor z Konserwatorium Moskiewskiego, Konstanty Igumnow.  Co ciekawe, młody muzyk nie miał wiele w swoim repertuarze utworów Chopina,  co  więcej nie miał utworów,  które były wymagane na konkurs. Nie mniej jednak w ciągu miesiąca nadrobił braki i pokonał rywali.

Jak pisał Jarosław Iwaszkiewicz , Oborin

[…} zaczarował warszawską publiczność […], która zdobyła się w stosunku do młodego Rosjanina, na salwy histerycznych uniesień….

Lew Oborin zawsze chętnie odwiedzał w Warszawę a w 1949 i 1955 był  jurorem Konkursu Chopinowskiego

Obecnie Polskie Radio uruchomiło cyfrowe radio „ Chopin” gdzie przez 24 godziny możemy słuchać muzyki  tego wspaniałego POLSKIEGO i  NASZEGO  kompozytora.  Ja oczywiście nie jestem żadnym autorytetem muzycznym,  ;-) nawet słuch mam nienajlepszy, ale  wydaje mi się że muzyka Chopina, a dla mnie szczególnie jego dwa koncerty fortepianowe , jest po prostu piękna.  I nie trzeba być koneserem muzyki poważnej, żeby dostrzec urok tych utworów.  Dlatego mam taki swój prywatny apel   – SŁUCHAJMY CHOPINA!

Opublikowano Wydarzenia w Warszawie | Skomentuj

Sztuka zagrabiona. Uprowadzenie madonny

Uprowadzenie-Madonny--Sztuka-zagrabiona-1010359-70963-340x300Na samym początku, chciałabym przeprosić tych, którzy czasami wchodzą na moją stronę i ostatnio nie znajdują na niej nic nowego. Rok 2014 był dla mnie bardzo trudnym i miałam problemy aby znaleźć czas i dzielić się z Wami moimi skromnymi informacjami. Mam nadzieję to jakoś nadrobić.
Jednocześnie chciałabym podziękować wszystkim, którzy ostatnio polubili „I like Warsaw”. Przyznam się, że było to dla mnie ogromną motywacją, żeby znowu zacząć prowadzić moją stronę.

Pewnie część z moich czytelników miała okazję przeczytać wydaną w 2013 roku książkę Zygmunta Miłoszewskiego „Bezcenny”, książkę która opowiada o poszukiwaniach, jednego z najcenniejszych obrazów, zrabowanych przez hitlerowców, obrazu pt. „Portret Młodzieńca” Rafaela Santi. Fabuła, aczkolwiek wymyślona, może rozpalić wyobraźnię czytelnika i może również, tak jak mnie, zachęcić do zainteresowania się skradzionymi z Polski dziełami sztuki.
I tak, w odpowiedzi jakby na moje zapotrzebowanie powstała książka autorów: Włodzimierza Kalickiego i Moniki Kuhnke „ Sztuka Zagrabiona. Uprowadzenie Madonny ” z 2014. I refleksją na temat tej właśnie książki, chciałabym się z Państwem podzielić.
Dla mnie książka jest fantastyczna. Momentami nie mogłam się od niej oderwać jak od dobrego kryminału. Barwnie opisuje historie dzieł sztuki, które bądź zostały odnalezione po szarudze wojennej, bądź zaginęły na dobre. W przeciwieństwie do „Bezcennego” przedstawia prawdziwe wydarzenia, w których czasami, uczestniczyli również jej autorzy
Wyjątkowo cenne dla mnie, człowieka, który niewiele wie o historii sztuki, jest to, że autorzy opowiadają historię danego zabytku, od momentu jego powstania do momentu jego odzyskania bądź do czasu „zupełnego stracenia go z oczu”. I tak mamy informację o: twórcach, o cenach po jakich dane dzieło zostało zakupione, o jego właścicielach, o dramatycznych dziejach wojennych i historii współczesnej.
Każdy z 11 rozdziałów jest poświęcony jednej historii naszych rozgrabionych dzieł, w tym też koleje losu obrazu „Portret Młodzieńca” Rafaela Santi. Nie chcę mówić która historia jest ciekawsza, bo proszę mi wierzyć wszystkie są niesamowite, ale o jednej chcę wspomnieć. A mianowicie o zaginionych obrazach należących do rodziny Fryderyka Chopina. Ciekawostką jest to, że pojawiły się filmach produkcji NRD, w latach raz w 1976 i w 1981, jako przedmioty scenerii kręconych filmów. Ale nie będę zdradzała reszty. Odsyłam do książki.
Muszę się też przyznać, że w opisywanych w książce, losach współczesnych naszych utraconych dóbr narodowych, często szokuje mnie opieszałość urzędów jaki i ogromna bezsilność w odzyskiwaniu naszych skarbów. Szczerze powiem, w swej naiwności myślałam, że jest to dużo prostsze i że problem polega tylko w odnalezieniu zaginionej rzeczy. Bardzo się myliłam.
Myślę też, że książka może być ciekawą pozycją dla warszawskich przewodników. Moim zdaniem, daje wiele przydatnych informacji z którymi możemy podzielić się oprowadzając po naszej Stolicy.

Opublikowano Moje lektury | Skomentuj

Guercino – Triumf Baroku. Wystawa w Muzeum Narodowym w Warszawie

GuercinoNie wiem jak Wam drodzy czytelnicy, ale mnie nazwisko, czy raczej pseudonim, Guercino nic nie mówiło. Owszem Caravaggio, Velazquez tak, ale Guercino zupełnie nic.  No cóż, ale nie jestem historykiem sztuki, powiem więcej, nawet nie bardzo się znam na malarstwie.  Z tym większą ciekawością wybrałam się na wystawę, która jest w Muzeum Narodowym od 20 września – „Guercino – Triumf baroku. Arcydzieła z Cento, Rzymu i kolekcji polskich”.

Malarz, Giovanni Francesco Barbieri zwanym Guercino, czyli „zezowaty” urodził się 08 lutego 1591 r.w Cento, małym miasteczku pomiędzy Bolonią a Ferrarą.  I można powiedzieć, że prawie całe życie tam spędził. Miał bardzo niezwyczajne życie jak na artystę, dlatego, że było bardzo zwyczajne.  Ciężko pracował całe życie. Umarł w roku 1666 w wieku 75 lat. Pozostawił po sobie ok. 700 prac. Od szkiców począwszy skończywszy na wielkich obrazach zdobiących kościoły i pałace.  Większość prac Guercino znajduje się w jego rodzinnym Cento, Bolonii i w Rzymie.  Niestety nie znalazłam wzmianki czy miał żonę i dzieci. Ale biorąc pod uwagę, że cały majątek zostawił siostrzeńcom, można założyć, że chyba był stanu wolnego.

Malował głównie obrazy o tematyce religijnej i mitologicznej. Trzeba pamiętać, że lata jego twórczości przypadają na czasy po Soborze w Trydencie. Wtedy właśnie sztuka religijna miała za zadanie poruszyć widza.  Miała budzić współczucie, wzruszenie, przerażenie.  I takie właśnie są obrazy Guercino.  Nawet współczesny widz, nie może przejść koło nich obojętnie.

Bohaterowie obrazów Guercina przyjmują wizerunki zwyczajnych ludzi. Matka Boska, często jest przedstawiana, jako zwykła, kobieta ze spracowanymi dłońmi. Jakby tego było mało, w obrazie Zmartwychwstały Chrystus ukazujący się Najświętszej Marii Pannie, ręce Matki Boskiej sprawiają wrażenie brudnych. Po prostu trzeba to zobaczyć.

Jednym z najbardziej znanych obrazów Guercina jest obraz pt. „Pasterze Arkadyjscy” – Arkadia – czyli mityczny raj.

I tutaj chciałabym Wam opisać ten obraz, tak jak ja go widzę. Już sam krajobraz, który jest gdzieś w tle, nie przypomina arkadii, powiedziałabym, że jest wręcz ponury. I do tego na pierwszym planie ta czaszka.  Nie jest to ładna, wypolerowana, czyściutka czaszka, ale taka pożółkła, wyjedzona przez robaki. Mało tego, na obrazie mamy mysz, która sobie coś jeszcze dojada z oczodołów.  Na kości ciemieniowej siedzi obrzydliwa, wielka mucha.  Na tym nie koniec, do czaszki powoli zbliża się gąsienica i jaszczurka, a gdzieś w oddali, na drzewie siedzi zamyślona sowa. I tak sobie myśli:, „za co by się tu zabrać: czy upolować mysz, czy może raczej jeszcze coś uszczknąć z czaszki?” Całej tej scenie przyglądają się dwaj pasterze. Według mnie, tacy trochę niemrawi. Tak jakby się zastanawiali, co to jest. Przyglądają się temu czemuś jeden z jednej strony a drugi z drugiej. W Arkadii, mitycznej krainie, gdzie nie ma żadnych trosk i chorób, takie coś – taka brzydka czaszka!  No i jeszcze ten intrygujący napis: Et in Arcadia Ego, którzy niektórzy tłumaczą, jako „ I ja żyłem w Arkadii”.

  Jest to ponoć najbardziej tajemniczy obraz Guercino. Wielu znawców malarstwa barokowego zastanawiało się, co malarz chciał nam przekazać.  Ja pokuszę się o moją interpretację – nie ważne gdzie żyjesz czy w Arkadii czy nie i tak cię będą po śmierci robaki obgryzać.  Jest to takie trochę ostrzeżenie dla tych „ beztroskich pasterzy arkadyjskich” – też tak skończycie!

Oczywiście każdy może sobie mieć swoją interpretację, ale żeby ją mieć trzeba się wybrać do Muzeum Narodowego i zobaczyć obraz na własne oczy. Wystawa będzie prezentowana do 02 lutego 2014, zachęcam wszystkich do obejrzenia.

http://www.mnw.art.pl/index.php/pl/aktualnosci/art256.html

Opublikowano Wydarzenia w Warszawie | Skomentuj

Wystawa plenerowa „Od Pasażu Simonsa do Placu Krasińskich”

Wystawa plenerowa „Od Pasażu Simonsa do Placu Krasińskich- spacer historyczny”

wystawa 1

Pewnie  wielu  wie  a pewnie  wielu nie wie  że  w  najbliższy weekend obchodzimy 60 rocznicę Odbudowy Starego Miasta w Warszawie.  W związku z tym na Starówce się będzie bardzo wiele działo. Między innymi będzie okazja do bliższego poznania ul. Długiej,  która niewątpliwie jest jedną z ważniejszych ulic naszej Stolicy.   Poniżej można się zapoznać ze szczegółami  wystawy  która będzie zorganizowana właśnie na ul. Długiej.  Wystawa będzie czynna 21 Lipca od 11:00 – 19:00,  ul Długa 18/20 Warszawa

Szczegóły znajdziecie na https://www.facebook.com/events/157929161059928/

 

Opublikowano Wydarzenia w Warszawie | Skomentuj

Klangor i fanfary – opowieści z Mazowsza

Chyba większość się ze mną zgodzi, że lato mamy nie najgorsze w tym roku, a szczególnie w kilka ostatnich weekendów słońce było dla nas łaskawe.  Gdy ładna pogoda dopisuje, jak mogą na to wskazywać piątkowe korki na wylotówkach warszawskich, większość mieszkańców wyjeżdża z miasta. Ale są i tacy, którzy nie wyjeżdżają na cały weekend, zamiast tego chcieliby przejechać się gdzieś na parę godzin poza Warszawę, coś zobaczyć i jednocześnie nacieszyć wspaniałą przyrodą.  Pozostaje pytanie gdzie. Niewielu z nas zna dobrze okolice Mazowsza, żeby wiedzieć jak takie miejsca znaleźć. I w tym miejscu przychodzi mi nam na pomoc książka Lechosława Herza –„ Klangor i fanfary – opowieści z Mazowsza ”.

Nie jest to na pewno lektura dla zwolenników wielkich miast. Autor, nota bene z zawodu aktor, niezwykle barwnie opisuje mazowiecką prowincję. Miasteczka i wsie znajdujące się na poboczach głównych dróg. Ja, chociaż wydawało mi się, że Mazowsze znam, po przeczytaniu tej książki doszłam do wniosku, że nie wiem o Mazowszu prawie nic.  Tak, więc książka ta jest dobrym przewodnikiem po regionie. Z niej dowiemy się między innymi o Dworze w Petrykozach, (który nie dawno spłonął), o Białym Słupie w pobliżu Jeruzala, o pięknej nadbużańskiej rezydencji w Rybienku, o drewnianych kościółkach mazowieckich, o malowanych chatach i jeszcze wielu, wielu innych atrakcjach niedocenianego Mazowsza.

„ Klangor i fanfary – opowieści z Mazowsza ” ma przeszło 460 stron, napisana jest bardzo przystępnie i czyta się ją bardzo szybko.  Dla mnie jedynym mankamentem jest wydanie.  Rozumiem, że chodziło o cięcie kosztów. Chociaż trochę szkoda, że zdjęcia które są w książce nie są kolorowe.

Link do książki Klangor i fanfary – opowieści z Mazowsza

 

 

Opublikowano Moje lektury | Skomentuj